Październik

Znów zaczyna się nowy miesiąc w kalendarzu. Dla każdego może to wiązać się z innymi emocjami, wspomnieniami i znaczyć coś innego. Dziś zapraszam na tekst, o tym z czym mi kojarzy się październik.

Zdarzyło się to prawie cztery lata temu, ale dopiero teraz jestem gotowa, by się otworzyć i opowiedzieć tę historię.

Był październikowy wieczór – 13 rocznica mojego ślubu. Zrobiłam zupę „krem z cebuli”, którą wcześniej jadłam u koleżanki i bardzo mi tam smakowała. Dziś ugotowana przeze mnie zupa mojej rodzinie również bardzo smakowała, a mój tata, który od dawna chorował (około 9 lat) stwierdził, że lepszej kaszki nie jadł w życiu. Ta opinia rozbawiła nas wszystkich. Po mile spędzonym wieczorze poszliśmy spać.

W nocy przybiegła moja mama i zaczęła krzyczeć, że coś stało się tacie, że chyba umarł. Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam do pokoju taty. Leżał nieruchomo na łóżku. Zaczęłam klepać go po twarzy i wołać: „tato, tato”. Kiedy to nie przynosiło rezultatu zaczęłam myśleć, że to co powiedziała mama może być prawdą. W panice próbowałam sprawdzić puls, ale nie udało mi się to, bo robiłam to zbyt chaotycznie, gdyż emocje brały górę. Zaczęłam uciskać klatkę piersiową taty i poprosiłam mamę, aby dzwoniła po karetkę, ale ona była tak roztrzęsiona, że nic do niej nie docierało. Dlatego niestety musiałam przerwać akcję reanimacji i sama iść po telefon, by dzwonić po medyków. Potem wróciłam do niej jednoczenie trzymając telefon. W trakcie rozmowy telefonicznej i jednoczesnej reanimacji tata wydał, jak podejrzewam, ostatni oddech. Dosyć szybko ktoś odebrał telefon, ale miałam wrażenie, że tak szczegółowy wywiad w takiej sytuacji nie był chyba potrzebny? Powiedziano mi, że zgłoszenie zostało przyjęte i wysyłają karetkę. Moja mama była w takim stanie, że nie spodziewałam się po niej pomocy. Mieszkam niestety na granicy dwóch miejscowości, dlatego często trudno tu komuś dojechać. Nieraz tego doświadczyłam i teraz liczyłam się z tym faktem. Musiałam pobiec do męża, obudzić go, by poprosić o wyjście na zewnątrz i poprowadzenie karetki. Niestety przez to musiałam przerwać reanimację, ale podświadomie czułam już, że tata nie żyje…

Gdy wróciłam do taty, leżał tak jak poprzednio bez oznak życia. Wezwana karetka pogotowia ratunkowego szybko przyjechała. Ratownicy weszli do domu ale, jak się spodziewałam, stwierdzili zgon. Tata miał siną prawą stronę twarzy, co świadczyło o prawdopodobieństwie wylewu. W tym momencie, „świat się dla mnie zatrzymał”, ale jednocześnie myślałam, że jest obok mnie mama, którą kocham najbardziej na świecie i mimo swojego bólu, muszę się nią zająć. Zespół pogotowia wystawił akt zgonu i poinformował, że należy się skontaktować z zakładem pogrzebowym, aby zabrali ciało. Mimo, że był środek nocy zadzwoniłam do braci, którzy bardzo szybko przyjechali. Odmówiliśmy wspólnie modlitwę, po czym przypomniałam sobie, że tata prosił mnie rano o obcięcie paznokci u rąk, a ja powiedziałam, że nie mam teraz czasu. Może to głupie, ale poszłam po nożyczki i to zrobiłam. Jego palce były zimne i sine, ale wiedziałam, że chcę to zrobić i on też by tego chciał.

Numer do zakładu pogrzebowego miałam w telefonie, gdyż nie dawno zmarł mój kolega i pomagałam koleżance w procedurze pogrzebu. Oczywiście zakład pogrzebowy też błądził po okolicy, ale w końcu dojechał. Panowie weszli do pokoju taty i poprosili, aby zabrać mamę. Był to moment dla mnie okropny. Zabierają tatę, który zmarł, a jednocześnie trzeba być silną, by wesprzeć mamę. „Masakra”. Potem odjechali. Zabrali go i pojechali. Byłam w takim rozdarciu, cierpieniu i bólu i nie mogłam zasnąć do rana. Leżałam i obwiniałam się, że może jak bym umiała reanimować lepiej, to było by inaczej.

Potem nastąpiły przygotowania do pogrzebu. Pojechałam kupić tacie ubranie i nie zapomnę jak pan sprzedawca powiedział, że będzie się dobrze nosić. Było to dla mnie przykre, ale skąd on mógł wiedzieć co się stało.

Ostatnie pożegnanie z tatą odbyło się w kaplicy. Był wtedy ubrany elegancko, tak jak zawsze lubił. Przytuliłam się do niego i wciąż nie wierzyłam, że to co się stało to prawda. Był twardy jak kamień i zimny, jak nigdy. Pogrzeb, jeśli można tak powiedzieć, miał wspaniały. Uczestniczyło w nim dużo osób i mimo, że przeżywałam silne emocje, utkwiło mi w pamięci niesamowite przemówienie nawiązujące do gołębi, które tata tak kochał. Wygłosiła je nasza znajoma lekarz Asia, która nie raz uratowała życie tacie jak i mamie. Dziękuję.

Dziwne jest to, że od dziecka ucząc się miesięcy, zawsze zapominałam o miesiącu październiku. A póki co, najważniejsze wydarzenia w moim życiu zdarzają się akurat w tym miesiącu. Ślub, dziecko i śmierć taty.

Ku pamięci.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s