Clubbing z innej perspektywy…

Warszawa, nocą znacznie piękniejsza niż w ciągu dnia, kiedy towarzyszą jej korki, hałas i tłumy pieszych, zmierzających do pracy, szkoły. Zmierzam do klubu The Cinnamon, jednego z uważanych za ekskluzywny i drogi klub warszawski. Przed dużymi, szklanymi drzwiami wita mnie Pan Selekcjoner, ogląda od dołu do góry. Ocenia, czy nadaje się by wejść.Praca selekcjonerów jest bardzo specyficzna. Wybierają gości klubu, by stworzyć atmosferę, klimat klubu. Czują się często lepsi od gości, to w końcu oni decydują czy jesteś godny wejścia. Mogą zabronić wejścia, jeśli maja zły dzień bądź kolor twoich butów im nie odpowiada. W najlepszym położeniu są młode, ładne dziewczyny. Je z założenia się wpuszcza. To dzięki nim przyciąga się panów szukających przyjaciółek na jedną noc. Z kolei panowie muszą się bardziej postarać. Jeśli podjadą pod klub drogim, sportowym autem ich losy są już przesądzone. To w końcu potencjalny bogaty klient, który wyda w twoim klubie masę pieniędzy na drinki. Jeśli będzie się dobrze bawił, wróci tu kolejny raz. Może przyprowadzi znajomych. Tak, tak, selekcjoner to w pewien sposób psycholog. Musi ocenić człowieka w ciągu kilku sekund. Musi być asertywny, a czasem nawet agresywny. Nie wszyscy goście akceptują odmowę. Jakim cudem mogli nie wejść? Przecież są pępkami świata, a Pan Selekcjoner nie zna się na wykonywanej pracy. Trzeba mu pokazać, na czym ona polega. Ale nie bójmy się, w końcu tuż za jego plecami stoi, nie duży, nie wielki a ogromny Pan Ochroniarz, który wyprowadzi nieodpowiedniego gościa. Jemu nie warto się sprzeciwiać. Ostatnio byłam świadkiem sytuacji, kiedy jakiś ubrany w długą marynarkę, jeansy i biały T-shirt pan został z rozmachem wyrzucony z Cinammon’u. Żaden z ochroniarzy się z nim nie patyczkował. Wysłano pod jego adresem kilkanaście niezbyt miłych słów, kilka razy popchnięto czy kopnięto i pan spokojnie usunął się spod drzwi. Chyba nie chciałabym być główna aktorką tego przedstawienia.

Ojj, chyba nadaje się by wejść. Szklane drzwi otwierają się, Pan Selekcjoner posyła mi „Hollywood smile” i wchodzę do środka. Od razy wita mnie głośna muzyka, tłum gości i ciepłe powietrze. Stoję przed wielkim lustrem z drewnianym obramowanie. Mogę obejrzeć się cała, by być pewna że wyglądam dobrze. Chyba każdy zdaje sobie sprawę, że strój jest jednym z najważniejszych punktów clubbingu. Jeśli go nie ma, nie będziesz w nim uczestniczył. Prosta sprawa. A nawet jeśli jakimś cudem uda ci się przestąpić próg Cinnamon’u, możesz poczuć się nieodpowiednia osobą w nieodpowiednim miejscu. Witają cię białe męskie koszule, często podróbki Armaniego czy Vuitton, białe tenisówki, oczywiście Lacoste. To w końcu przednia firma w sferze clubbingu. Nie można nie nosić ze sobą małego krokodylka, logo tej firmy. Butom towarzyszą powycierane spodnie jeansy, nigdy jasne. W końcu taki kolor to obciach. Kto w dzisiejszych czasach założył by blady niebieski? Pasek obowiązkowo z wielkim D&G. Wtedy na pewno każdy zauważy ze masz rzeczy od tak znanych projektantów – Dolce&Gabbana. Ale przecież ja nie będę porównać się, ani nie będę porównywana z panami.

To panie tutaj oceniają mnie od stóp do głów, znacznie bardziej intensywnie niż robił to Pan selekcjoner na wejściu. W końcu jestem ich konkurentką. A jeśli to ja spodobam się temu panu z białych butkach? Tak nie może być. Jeśli szukasz gwiazdy, szukaj blondynki. Oczywiście nie naturalnej, przecież dzisiaj to nie modne. Dzisiaj króluje platynowy blond. Oczywiście często dziewczyny są całkiem ładne, ale szpecą się swoim ubiorem. Niestety białe kozaczki to jeszcze nie przeszłość. Są częstym okazem w klubach. Do tego bardzo krótka mini, wydekoltowana bluzka. To co opisałam tutaj na szczęście nie zdarza się aż tak często w Cinnamonie. Tutaj Pan Selekcjoner jednak spełnia swoje zadanie. Panie często reprezentują ubiór podobny do mojego. Wysokie szpilki, kolor właściwie obojętny. Ważne by twoje nogi sięgały sufitu. Towarzyszą temu oczywiście jeansy, bardzo wąskie. Na górze króluje często jakaś tunika, zazwyczaj czarna. Tak wyglądając wyglądasz odpowiednio. Możesz dzisiaj zawojować świat.

Oglądam się dyskretnie w lustrze, oceniam włosy. Makijaż na swoim miejscy, oko dyskretnie podkreślone, ponętne usta. Czarna kredka nad okiem nie zaszkodzi, więc skręcam w prawo, by odwiedzić miejsce, do którego wstęp maja tylko panie. Toaleta damska wcale nie jest tak fantastyczna jakby się wydawało. Mało miejsca, tylko dwie umywalki i dwie kabiny, a przecież klubu nie odwiedza tylko 10 osób jednego wieczoru. Lustro całkiem spore, ale mało miejsca by się do niego dostać. Wszystkie panie chcą być piękne, w końcu kocie oko nie zrobi się samo. Czekając jakiś czas w końcu dopycham się do skrawka lustra i wyciągam czarną kredkę. Podsłuchuję dyskretnie rozmowy koleżanek: „Dobrze wyglądam?” „Tak, jest wszystko ok.” „Ohh, jaki świetny facet tam przy barze, widziałaś? Cudo, chyba się zakochałam. Myślisz ze mu się podobam?” „Taaak, na pewno. Patrzył się na Ciebie cały wieczór” „No co ty? Na prawdę?” Może niezbyt ambitne, ale gdzie szukać męża jak nie w takim miejscu? Na pewno będzie bogaty, przystojny, a jego taniec nie pozostawi nic do dodania. Ideał!

Poprawiam oczy, by wyglądać na starszą. Dyskretne perfumy także nie zaszkodzą. Cofam się do wyjścia, otwieram i powoli, ale uparcie idę przed siebie. Tłum przesuwa się powoli, bo Cinnamon nie grzeszy duża przestrzenią. Widzę wzrok gości, tańczące na stołach i barze panienki. Tutaj czuja się jak boginie, są w centrum zainteresowania. Nie myślę zbyt wiele, bo moje uszy miażdży głośna muzyka. Zbyt głośna, uszy zaraz eksplodują. W środku klubu tuż za barem widzimy DJ-a. Świetnie się bawi grając swoją muzyką. Prawdopodobnie jest jednym z bardziej znanych DJ’ów warszawskich. Ludzie klaszczą, machają do niego rękami. Muzyka klubowa to nie Elton John czy Violetta Villas. Jest to muzyka posiadająca mocny rytm, basy i świetny wokal. Oczywiście musi wręcz zmuszać do tańca, klub dzięki niej żyje i to tak naprawdę ona tworzy jego klimat. Nikt nie będzie odwiedzał miejsca, w którym muzyka nie porywa do tańca. To w końcu prawie najważniejsze w clubbingu. Taniec pozwala wyrazić siebie, poprawić naszą pewność siebie.

Powoli dopycham się do zatłoczonego baru. Barman nie wie w którą stronę się odwrócić i kogo obsłużyć. Wiadomo, że nie będzie się też spieszył. W tym miejscu to on jest Bogiem, on tutaj rządzi. Jeśli nie będziesz miły, wleje ci mniej wódki, chociaż prosiłeś o 40 ml. Jeśli nie będziesz miły nigdy cię nie obsłuży. Bądź ukaże na swoją korzyć wyższą ceną.

Macham jak najęta, w końcu odwraca się w moją stronę, pyta co podać. Proszę o sok pomarańczowy. Nie jestem zwolenniczką alkoholu. Ale jakim cudem bawić się w klubie bez alkoholu? Większość osób które w tej chwili się o mnie ocierają, nie wyobrażają sobie takiej sytuacji. A jeśli nawet kiedyś nastąpi, to nigdy nie wspominają jej dobrze. Clubbing bez alkoholu, to jak czekolada bez kakao. Nie ma takiego smaku jak w towarzystwie zaiste wspaniałych trunków. Pozwalają się one rozluźnić i bawić przez cała noc nie tracąc energii. Wszyscy wydaja się wspaniali, dziewczyny piękne, mężczyźni przeprzystojni.. Co z tego, że po takim wieczorze twój majątek znacznie maleje. Ważne że zabawa była przednia. Nie tylko alkohol jest częstym gościem warszawskich clubów. „Może LSD?” Ooo, jaki świat stał się kolorowy. Narkotyki chociaż ich nie widać, towarzysza mi w tym miejscu cały czas. Są gorsze niż alkohol. Zresztą słyszymy o nich wszędzie, w mediach, gazetach. Strzeż się! Ostrzegają reklamy. Niestety, nie wszyscy ich słuchają. Przygodny seks w toalecie po narkotykach czy alkoholu, bądź co gorsze po obu używkach można czasem spotkać. Na szczęście właściciele klubów bardzo się starają, by go uniknąć. W końcu ten postrzegane ze ekskluzywne miejsce klub traci od razu na wartości. Chyba nikt odwiedzający takie miejsce nie chciałaby natknąć się na ta scenę w toalecie. Oczywiście, jeśli nie on chce grać główną rolę.

Dostaje zamówiony sok. Cena – 8zl. 8 zł? Za szklaneczkę soku pomarańczowego? Płacę i próbuję. Niestety smak nie jest porównywalny z ceną. Spodziewałam się czegoś znacznie lepszego. Kluby często oszczędzają na sokach i innych napojach podając je w litrowych dzbankach. Przecież nie będziesz w stanie stwierdzić, dostając na stolik, jaki pijesz sok, bądź czy Sprite to naprawdę Sprite. A może pijesz tanią podróbkę z jakiejś sieciówki. Niestety muszę się zadowolić tym co mam, w końcu lubi się co się ma. Odwracam się w stronę parkietu, który właściwie jest tylko przejściem.

Klub Cinnanom nie posiada miejsca przeznaczonego tylko i wyłącznie do tańca. Obserwuje bawiących się ludzi. Niektórzy tańczą świetnie. Widać, że czują rytm bądź DJ właśnie zagrał ich ulubiony kawałek. Nie przeszkadza im tłok, wzrok obcych ani niezbyt miłe gorąco. Słyszę jak próbują śpiewać grany utwór, chyba nie zbyt poprawnie. Ale mogę tez dostrzec nie kilka, a więcej osób które nawet nie kiwają głową w rytm muzyki. Znam te twarze z widzenia. One mnie też. Co jakiś czas spotykamy się w rożnych klubowych miejscach Warszawy. Ale dlaczego te osoby nie tańczą? Wydawałoby się, ze to wręcz dziwne stać sztywno jak posąg w miejscu, w którym jedyne co słyszysz to dobra muzyka. Otóż odpowiedz jest bardzo prosta. Nie odwiedzają one Cinnamon’u by tańczyć. Nie robią też tego by miło spędzić czas. Robią to, ponieważ niewyobrażają sobie bez tego życia. Clubbing potrafi uzależnić jak papierosy czy alkohol. Chodzi o o to by się pokazać. By udowodnić innym, chociaż tak naprawdę nikogo to nie obchodzi, że mimo wieku bądź innych przeciwwskazań mogą to robić i to robią. Czują wręcz obowiązek pokazać się w tym miejscu. A jeśli sobie odpuszczą, to ominie ich niezła impreza? Co z tego, że często będąc już na miejscu, nie bawią się wcale dobrze. Kiepsko też nie. Bawią się beznadziejnie, ale ciągle czekają z nadzieją, iż może zdarzy się coś ciekawego. Zazwyczaj się to nie dzieje. Ale zostają do końca imprezy, by być pewnym że niczego ważnego się nie opuściło. Sama wiem jak to jest.

Jeśli wpadnie się w to koło, nie można z niego się wydostać. Człowiek nie zdaje sobie z tego sprawy, ale nie wyobraża sobie weekendu bez odwiedzin jednego klubu. Dobrze jeśli są to tylko weekendy. Gorzej, jeśli czujesz potrzebę „balowania” cały tydzień. Od poniedziałku do niedzieli. Warszawa jest na tyle dużym miastem, że nie sprawia problemu odnalezienie klubów otwartych w te wszystkie dni. Może nie wszystkie są tego pokroju co Cinnamon, ale jeśli musisz gdzieś wyjść, umożliwiają to.

Mam kolegę, którego poznałam w zeszłe wakacje. Oczywiście w klubie, jako kolejną mało znaczącą twarz. Zdarzyło się jednak tak, że zaczęliśmy uczęszczać do klubów razem, czasem z kimś jeszcze. Wtedy to ja wprowadzałam go do VIP-ów, poznałam ze znajomymi. Pokazałam jak się można bawić i gdzie. Dzisiaj to ten pan czasem wprowadzi mnie do jakiegoś pokoju tylko dla VIP-ów, przedstawi kolejna osobę. Ja wypadłam z obiegu. On w niego wpadł. Teraz jego życie nie kręci się wokół pracy, a wokoło klubów. Jeśli nie wiesz gdzie go szukać, odwiedź we wtorek albo piątek Cinnamon. Na pewno się nie zawiedziesz i odnajdziesz pana T. Jeśli szukasz go w środę, odpowiednim miejscem będzie Enklawa.

Pan T. to stały klubowicz, który zachłysnął się tym światem, dokładnie jak ja jakiś czas temu. Czuje się niemal jak ktoś naprawdę ważny i znany. W końcu wchodząc do Cinnamonu, wita się z bardziej znaczącą połową gości. Ba! Nawet nie stoi w kolejce przed wejściem, pan Selekcjoner stał się już jego „dobrym” znajomym. Poznaje przynajmniej kilka osób jednego wieczoru. Ludzie stawiają mu drinki. Czuje się jak król. Właściwie to jest królem. Co z tego że w życiu nic tak naprawdę nie osiągnął, skoro teraz ma masę znajomych, imprezuje 5 razy w tygodniu i poznaje piękne kobiety. Żyć nie umierać. Tak mu się przynajmniej wydaje. Jednak to bardzo mylne wrażenie. Większość osób żyjących ciągle w wirze imprez i alkoholu po prostu nie potrafi znaleźć sobie innego miejsca w życiu. Zaczynają żyć życiem nocnym, gdzie mogą wszystko. Czas mija, lata lecą a imprezy i młode dziewczyny ciągle takie same. I nastaje moment kiedy wybija 40-stka, a życie dalej obraca się tylko wokół tego, czy w klubie jesteś gościem VIP..

Popijam sok, obserwując tłumek ludzi. Właściwie nie dzieje się nic ciekawe, ale czym innym mogę się zając. Nagle podchodzi do mnie Pan Fotograf, pokazując że chce zrobić mi zdjęcie. Ładnie ustawiam się półprofilem, pokazuje zęby i czekam na błysk flesza. Fotograf uśmiecha się i pokazuje zdjęcie. Nie podoba mi się za bardzo, ale tutaj nie chodzi o samo zdjęcie. Tutaj chodzi o to by w ogóle na tym zdjęciu się znaleźć. Zdjęcia często są umieszczane na rożnych portalach imprezowych, a jeśli się tam znajdziesz, prawdopodobnie twoje zdjęcie dostanie masę ocen, bądź komentarzy. Nie ważne czy są one Tobie przychylne. Ważne by były. Tak samo jak mówi się o promocji gwiazd „Nie ważne co mówią, ważne by mówili”. I tak samo działa to tutaj. Może przy odrobinie szczęścia znajdziesz się w TOP10 najczęściej komentowanych zdjęć. Wtedy twoja twarz właściwie staje się jednodniową twarzą gwiazdy. Każdy je podziwia, a często nawet zazdrości, więc nie bierz tego do siebie, kiedy Twoje zdjęcie nie będzie wysoko ocenione. To znak, że musisz wzbudzać zazdrość.

Pan Fotograf żegna mnie uśmiechem i zmierza do innych gości, by uwiecznić ich twarze.

Advertisements

One thought on “Clubbing z innej perspektywy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s